; Opowieść ósma – Miasto do czyszczenia, czyli korzyści obcowania z malarstwem | KOMEKO

Felietony

30-11-2011 #Felietony

Opowieść ósma – Miasto do czyszczenia, czyli korzyści obcowania z malarstwem

Są malarze, którzy potrafią zawładnąć wyobraźnią. Rozdzierającego swe szaty posła ziemi nowogródzkiej Tadeusza Rejtana, uchwalenie majowej konstytucji i spisanie unii z Litwinami zawsze będziemy już widzieć oczyma Matejki. Chwalebne chwile czwartego pułku pod Grochowem spojrzeniem Kossaka. Wzięcie Samosierry wizją Piotra Michałowskiego, choćby jak w przypadku tego ostatniego mijała się ona z prawdą. Któż pamięta udokumentowaną historycznie i topograficznie szarżę szwoleżerów na płótnie Kossaka. Zadziwiająco płaskim wąwozem, gardzielą ograniczoną zda się kamiennym murkiem. Wyobraźnią pokoleń zawładną Michałowski i jego pnący się granią jeźdźcy. Poczet królów pędzla Bacciarelliego ustąpił pola wizerunkom Matejki. Tak i ja, choć w wieku szkolnym obejrzałem panoramę bitwy pod Racławicami autorstwa Styki i Kossaka, wzięcie rosyjskich baterii widzę raczej oczyma Orłowskiego. Jego wizję poznałem wcześniej, z kalendarza mego dzieciństwa, gdzie każdy miesiąc zdobny był reprodukcją polskiego malarstwa. Wcale niezłej zresztą próby. Aleksander Orłowski powrócił do mnie niespodziewanie. Nabyty ostatnio przez mnie przepiękny album prezentujący portret Lublina w malarstwie, rysunku i grafice sprzed 1939 roku zawiera cykl z pozoru identycznych przedstawień ulicy Krakowskie Przedmieście z perspektywą w kierunku Bramy Krakowskiej. Pierwowzorem dla nich wydaje się być akwarela Aleksandra Orłowskiego. Artysta, charakteryzujący się wedle mickiewiczowskiej Telimeny soplicowskim gustem („Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba / Że im oprócz Ojczyzny nic się nie podoba”) przebywał w Lublinie u kresu osiemnastego wieku i pozostawił nam przedziwne świadectwo tamtych czasów. Uważny obserwator wspomnianej akwareli na ścianie jednej z narożnych kamienic dostrzeże tablicę z napisem „MIASTO DO CZYSZCZENIA”. Nie będę w tym miejscu stawiał karkołomnej tezy, iż malarz uwiecznił w swej pracy pierwszy przypadek edukacji ekologicznej. Jest to raczej odautorski komentarz o stanie zaniedbanego, okupowanego przez Austriaków miasta, który jednakże sam w sobie za takowy przykład praedukacji ekologicznej można uważać. Jednakowoż, w kontekście mojego małego odkrycia motto, które widnieje w logo KOM-EKO, tj. „Odzyskujemy czysty Lublin” nabiera głębszego znaczenia.