; Opowieść osiemnasta – pytając o patrona | KOMEKO

Felietony

06-04-2014 #Felietony

Opowieść osiemnasta – pytając o patrona

Dzięki życzliwości chełmskiej cementowni, która nie tylko na tle Polski ale i Europy jawi się jako lider wykorzystania paliw alternatywnych z odpadów, miałem razy kilka możność przyglądać się z bliska górniczemu świętu (tak, tak to nie pomyłka, snadź to górnicy kredowi).  Co roku, w czwarty dzień grudnia na wspomnienie patronki górniczego trudu – świętej Barbary  gromadzą się gwarkowie by kultywować pradawną tradycję.

Jest tego dnia czas i na mszę świętą i na uroczystą galę podczas której nadawane są stopnie górnicze. Jest wreszcie karczma piwna i comber babski – obrzędy wyjątkowe. Jako że podczas karczmy piwnej obowiązuję zakaz jej uwieczniania – skrupulatnie respektowany, co dla tych, którzy złamią zasadę przez tradycję ustanowioną z wyroku „Wysokiego a w Sprawach Piwnych Nigdy Nieomylnego Prezydium” kończy się zakuciem w dyby – nie wszystkie jej sekrety zdradzić mogę.  Dość powiedzieć, iż brać górnicza – stare i młode strzechy, zasiadają tego dnia przy długich ławach, podzieleni według tradycji na dwie Tablice Piwne, nad którymi władze sprawują tzw. Kontrapunkty. Między owymi Tablicami toczy się pod okiem Wysokiego Prezydium rywalizacja, która przybierać zwykła kształt podszytych humorem potyczek słownych, konkurencji zręcznościowych czy wreszcie starć na chóralnie śpiewane pieśni. Jest bowiem śpiew nieodłącznym elementem karczmy piwnej wartym podkreślenia w społeczeństwie, które w ostatnich latach uwięzło w przedziwnym paradoksie ujmowanym w stwierdzeniu – nie śpiewam bo nie umiem, nie potrafię gdyż nie próbuję śpiewać. Tu śpiewają wszyscy, często zaskakując samych siebie, oliwiąc gardło bursztynowym napojem. Trzeba w tym miejscu podkreślić, iż nie jest karczma piwna, o czym się wielokroć mogłem przekonać, miejscem gdzie bez umiaru zalewa się brzuchy piwem. Ma ów zwyczaj formę spektaklu, z rozpisanymi i wyuczonymi rolami, ściśle przestrzeganymi normami postępowania i obrzędami, by wspomnieć tylko skok przez skórę podczas przyjęcia do stanu górniczego.

O współczesnych combrach babskich nic zaś wam nie opowiem, bowiem jest to domena wyłącznie kobieca. Na ziemiach polskich, w szczególności na Śląsku i w Małopolsce znane już ponoć w średniowieczu, pierwotnie jako huczne tłustoczwartkowe zabawy kobiet zamężnych. Zresztą mężczyzna a w szczególności kawaler, który by stanął na drodze kobiecego orszaku zmierzającego na comber, narażony był drzewiej na obrzęd combrzenia. Głuche na błagania i prośby o litość, rozbawione białogłowy (właśnie białogłowy, a nie niewiasty – ten pierwszy tytuł odnosił się z racji nakrycia głowy do kobiet zamężnych, drugi zaś do niezamężnych) ciągnęły nieszczęśnika po drodze, zamęczając do upadłego tańcem póki się z owej niewoli nie wykupił trunkiem, całusem czy monetą.

I tak od wieków świętuje stan górniczy wspomnienie swojej patronki świętej Barbary z Nikodemii. Wedle legend pradawnych uciekając przed prześladowcą znalazła schronienie we wnętrzu skały, która się przed nią rozstąpiła. Stąd myśl by owa męczennica (oddała życie za wiarę około 305 r. podczas prześladowań za czasów cesarza Maksymiana) opiekowała się tymi, którzy za pracą zjeżdżają w głąb ziemi. O jej wstawiennictwo zwykli ubiegać również ludzie innych zawodów, m.in. flisacy czy przewoźnicy wodni. Polecano wreszcie w Polsce świętej Barbarze ludzi umierających wierząc, że kto u kresu wzywa jej pomocy, nie umrze bez sakramentów, a także ludzi podziemia niepodległościowego od czasów okupacji po zryw Solidarności.

Mnie zaś, od lat nurtuje pytanie czy ludzie zmagający się z odpadami mają swego patrona? Mają swych patronów profesje niezwykłe, często dziś zapomniane. Wśród nich i te związane choćby pośrednio z gospodarowaniem odpadkami – święty Franciszek ma w swej opiece zastępy ekologów, ku świętemu Janowi zwracają swe oczy papiernicy, związani z recyklingiem hutnicy szkła polecają się wstawiennictwu świętego Wawrzyńca, zaś handlarze żelazem świętego Sebastiana. Nie znalazłem niestety wzmianki, by jakikolwiek święty patronował temu zajęciu. Może dlatego, iż przez wieki choć niewątpliwie potrzebne, nie darzone było szczególnym szacunkiem.

Powie ktoś, że darmo pytam o świętych w niepostrzeżenie zeświecczonym społeczeństwie. Ale patron, ów duchowy opiekun i orędownik to również wzór, który warto naśladować. Ich doboru dokonywano w związku z ich cnotami i kolejami losu. Ku komu się tedy zwrócić, kogo rozważyć?

Jest to rzecz jasna kwestia wiary. Może się tedy zdarzyć, iż ten, kto wobec sprawstwa wszechrzeczy nieodmiennie obstawia przypadek sięgnie do antycznego mitu o Heraklesie. Ów grecki heros, syn Zeusa i Alkmeny, znany z wielkiej siły i męstwa przywoływany bywa z racji swego pomysłu na oczyszczenie stajni Augiasza. Miał ponoć Augiasz, król Elidy dzięki przychylności bogów najwspanialsze stada koni i trzody zwierząt hodowlanych. Cóż kiedy równocześnie miał za nic swych sąsiadów, toteż nie oczyszczane od wielu lat stajnie i obory były dla nich utrapieniem okrutnym. W sukurs biednym sąsiadom przyszedł władca Myken Erysteusz, który zlecił Heraklesowi, by w ciągu jednego dnia wysprzątał owe stajnie. Ilość nieczystości w nich zalegająca była ponad siły herosa, więc ów wziął się na sposób – zrujnował nieco budynki i skierował ku nim wody rzek Alfejos i Penejos by swym nurtem oczyściły stajnie. Praca została wykonana, choć przykładając do niej dzisiejszą miarę można by mieć poważne wątpliwości czy w należyty sposób. Nie sposób nadto wziąć pod uwagę genezy owych wydarzeń. Oczyszczenie stajni Augiasza było piątą z dwunastu prac zadanych Heraklesowi przez Erysteusza – pracą szczególną, która miała ze względu na swój charakter upokorzyć herosa (jeszcze jeden przyczynek do postrzegania czynności związanych z odpadami). Owe dwanaście prac to próba odkupienia ciążącej na nim okrutnej zbrodni, popełnionej co prawda w obłędzie zesłanym nań przez niedarzącą go sympatią Herę, ale zawsze zbrodni. Patron z krwią żony i trójki dzieci na rękach?

Jeśli wrócimy w swych rozważaniach do świętych chrześcijańskich, wybór też nie jest prosty. W interesującym opracowaniu pana Wojciecha Janki, traktującym o historii gospodarki odpadami odnalazłem reprodukcję wizerunku świętej Petroneli. Obraz ów przechowywany w muzeum w Kolonii przedstawia świętą w koronie na głowie, co jest symbolem przynależnym męczennikom, z gałązką palmową w prawej i miotłą w lewej dłoni. Nie jest to ujęcie często spotykane w ikonografii, ale podkreślające pokorę męczennicy i  jej umiłowanie czystości.

Martyrologium Rzymskie, które jest oficjalnym spisem świętych i błogosławionych Kościoła Katolickiego wymienia świętą Petronelę jako męczennicę pierwszych wieków chrześcijaństwa. Miała być ona córką świętego Piotra, która jaśniała blaskiem cnót i uczynków miłosierdzia. „Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku” wydane w 1937 roku, podają iż przyszła na świat w Galilei z Piotra, który tam zamieszkiwał nim został powołany do służby apostolskiej i jego małżonki Perpetuy (nie należy jej mylić z wymienianą w litaniach świętą Perpetuą, męczennicą za wiarę, która została ścięta przez gladiatorów w 202 roku w Kartaginie wraz ze świętą Felicytą). Tradycja bizantyjska zachowała inne imię matki świętej Petroneli – wspominając o Joannie jako żonie świętego Piotra. Owa niejasność nie winna jednak dziwić. W okresie hellenistycznym w Palestynie, rzadko spotykamy się z zapisem imion kobiecych, w powszechnym zwyczaju pozostawały one anonimowe a sposobem ich identyfikacji było określanie ich relacji do męskich członków rodziny, np. matka synów Zebedusza, teściowa Piotra, żona Lota itp. Mając to na uwadze można domniemywać, iż samo imię świętej tradycja utrwaliła jako Petronela w nawiązaniu do imienia ojca, choć jest to imię pochodzenia łacińskiego, którego źródła należy szukać w zdrobnieniu imienia Petronia.

Ale dość już tych lingwistycznych rozważań – wróćmy do kolei losu świętej Petroneli. Część informacji o córce świętego Piotra czerpiemy z apokryficznej „Koptyjskiej historii o córce świętego Piotra” pamiętając jednak, iż tekst ten powstał nie jako traktat teologiczny, ale jako przejaw literatury popularnej, której celem było zabawiać a jednocześnie pouczać i kształtować moralnie. Autorzy przywoływanych tu żywotów świętych powołują się również na list świętego Marcelego zachowany w aktach męczeńskich świętych Nereusza i Achilleusza. A jednak, znaleźć można źródła, które owym związkom rodzinnym ze świętym Piotrem zaprzeczają. Inne nazywają świętą Petronelę córką duchową apostoła. Miałby się mylić papież Paweł I przenosząc w 757 roku relikwie męczennicy pochowanej przy Via Ardeatiana do Bazyliki św. Piotra i wznosząc marmurowy grobowiec opatrzony napisem „Przezacnej Petroneli, najdroższej córce”? Mało mojej szkoły…

Dla naszych rozważań istotniejsze są uczynki, które sprawiły, że Petronela została zapisana w poczet świętych kościoła. Miała więc zapaść na ciężką chorobę i przykuta paraliżem do łóżka z przedziwną cierpliwością znosić cierpienie i poddawać się woli bożej. Nikt nigdy nie słyszał by się skarżyła a raczej można by rzec, że przyjmowała swe cierpienie jako dar szczególny. Niemoc owa, miała być dana z niebiesiech na straży czystości i pokory, by Petronela w kwiecie wieku nie uległa pokusom tego świata. Miałą Petronel cudownym sposobem wrócić do zdrowia już po śmierci swego ojca. Nadto, co również było cudem, mimo wielu lat cierpienia odzyskać urodę, z której słynęła. Czas swój poświęcała odtąd na umartwienia, modlitwę i uczynki miłosierne niosą pomoc chorym i potrzebującym. Wieść o jej uczynkach doszła uszu Flakkusa, bogatego rzymianina, który zapragnął ja poznać a poznawszy ujęty jej urodą i szlachetnością zamierzał poślubić. Ona jednak ślubując czystość i nie chcąc wychodzić za poganina a jednocześnie bojąc się gniewu Flakkusa wobec odmowy, poprosiła o trzy dni do namysłu. Strawiła je Petronela na modlitwie prosząc Boga o wybawienie by trzeciego dnia oddać ducha odchodząc z tego świata. Był to ostatni dzień maja i odtąd tego dnia kościół wspomina świętą Petronelę, jako patronkę Rzymu, podróżnych i pielgrzymów oraz Francji.

Trudny to wzór do naśladowania, podkreślający umiłowanie czystości i pokory serca, co w dzisiejszym świecie nie zawsze spotka się ze zrozumieniem. Pisząc o tym waham się czy pod rozwagę poddawać świętą Martę z Betanii, wzór zapobiegliwości i służby innym, ale i głębokiego zawierzenia, co w każdym dziele jest rzeczą podstawową. Waham się, ale zawsze pozostaje święty Juda Tadeusz, patron spraw trudnych, byle nie beznadziejnych…