; Opowieść siedemnasta – z bezsilnością i pragmatykami w tle | KOMEKO

Felietony

05-03-2014 #Felietony

Opowieść siedemnasta – z bezsilnością i pragmatykami w tle

Jest takie czarno-białe zdjęcie. Klęcząca na kolanach kobieta, ubrana w jasny, rozpięty płaszcz lub kurtkę. Kruczoczarne jak się zdaje włosy rozdzielone przedziałkiem u szczytu głowy lekko falując opadają na ramiona. Ich barwa pozostaje w kontraście z napiętym, bladym obliczem. Odsłonięte, wysokie czoło rysują zmarszczki biegnące od mocno ściągnięte brwi. W jego cieniu wyraźnie podkrążone, nieobecne a może wyczekujące w bezsilności oczy. Lekko uchylone, zastygłe usta. Klęczy pochylona do przodu, prawą dłonią wspierając się na pokrywie od kubła na śmiecie. Jeszcze chwilę wcześniej, nim zastygła w kadrze, uderzała nią o bruk ulicy. W geście protestu, z chęci zwrócenia uwagi…

Są takie zdjęcia, które wrastają w pamięć. Zostawiają w niej ślady niezatarte, które mądrzy ludzie zowią symbolami. Tak i ta czarno-biała fotografia kobiety, która zdaje się nie ma już siły uderzać ową pokrywą od pojemnika. Blaszaną namiastką dzwonu, której łoskot ma upominać się o los jej najbliższych. Musicie uwierzyć mi na słowo, albo odnaleźć owe zdjęcie w jakiejś książce czy internecie. A może odwiedzające daleką Irlandię, na jej północnym krańcu ujrzycie jej twarz wymalowana na szczytowej ścianie jakiegoś domu. Gdzieś w Derry czy Belfaście…

Anonimowy fotograf ujął ją w kadrze wśród protestujących przed więzieniem Long Kesh w 1981 roku. Być może mieliście okazję oglądać wstrząsający film Steve’a McQueena „Głód” czy „Spiralę przemocy”  z Helen Mirren w roli głównej. Oba obrazy to zapis wydarzeń związanych w więziennym protestem głodowym irlandzkich rebeliantów, których symbolem pozostanie Bobby Sands.

Więzienne protesty mają w Irlandii długą tradycję, lecz dla tej historii znaczący wydaje się trwający 61 dni protest głodowy Franka Starga, który protestując przeciw odmowie przeniesienia do więzienia w Irlandii Północnej oddał ducha 12 lutego 1976 w angielskim więzieniu Wakefield. Nim upłynął dwa tygodnie rząd brytyjski odmówi Irlandczykom podejrzanym o terroryzm statusu więźniów politycznych rozpoczynając proces tzw. kryminalizacji konfliktu. Pierwszym więźniem, który zapoznał się z konsekwencjami nowego prawa był Kieran Nugen. Umieszczony w nowym bloku „H” więzienia Long Kesh 14 września 1976 odmówił ubrania więziennego stroju oblekając swe nagie ciało więziennym kocem. Ów „protest kocy”, do którego wkrótce przyłączyło się przeszło 300 republikańskich więźniów wobec braku reakcji Brytyjczyków w październiku 1980 roku przekształcił się w pierwszy poważny strajk głodowy. Ten drugi, najsłynniejszy, 1 marca 1981 w piątą rocznicę zaostrzenia polityki władz okupacyjnych rozpocznie Bobby Sands.

Dwudziestosiedmiolatek urodzony w Rathcoole północnej dzielnicy Belfastu za bramy angielskiego więzienia Long Kesh trafił jako podejrzany o udział w zamachu bombowym i strzelaninie w Dunmurry. Mimo braku dowodów łączących go z tym wydarzeniem fakt posiadania broni zapewnił mu we wrześniu 1977 roku wyrok czternastu lat więzienia. Dla zaczytanego w patriotycznej poezji Ethny Canberry chłopaka, którego prześladowana przez lojalistów rodzina zmuszona była w 1972 roku uchodzić w zachodnie rejony Belfastu takie koleje losu nie wydają się niczym szczególnym. U progu dorosłości pasja obserwacji ptaków ustępuje pola Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Coraz śmielej poczyna sobie piórem, publikując swe teksty w „Republikan News” pod użyczonym od jednej ze swych sióstr pseudonimem „Marcella”. W Long Kesh spisuje swe pełne patriotycznego zapału wiersze (m.in. „Back home in Derry”, „The rhythm of time” czy “A Place to rest”) lecz to nie one a sekretnie prowadzony dziennik zapisze się w pamięci potomnych. Kreśli w nim swe przemyślenia z pierwszych siedemnastu dni strajku do czasu gdy postępujące osłabienie organizmu dalsze pisanie uczyni niemożliwym. Każda strona dziennika to z definicji zapis codziennych czynności, przemyśleń płynących z rozmów z odwiedzającym go księdzem, pełnych wewnętrznego spokoju zmagań z pokusą przerwania protestu i więziennymi strażnikami. To także poprzez skrupulatne odnotowywanie objawów i wagi dramatyczny zapis powolnej śmierci organizmu. Na przekór Brytyjczykom w swym proteście wytrwał 66 dni. Równie twarda w swych postanowieniach pozostała „Żelazna Dama”. Nie pomogły protesty, na nic zdały się próby pomocy ze strony Watykanu (osobisty wysłannik Jana Pawła II – ojciec Magee dwukrotnie odwiedził Sandsa w więzieniu), czy zwycięstwo więźnia w wyborach uzupełniających z okręgu Fermanagh i South Tyrone na członka brytyjskiego Parlamentu. Sytuacja była poważna – do strajku głodowego przyłączyli kolejni więźniowie. Swe życie na szali położyło 23 Irlandczyków. Ofiarę złożyło dziesięciu – pierwszy 5 maja 1981 roku o 1.17 nad ranem Bobby Sands. Następnego dnia Brytyjczycy wysłali do Ulsteru dodatkowy korpus złożony z sześciuset żołnierzy.

Pozostał przejmujący obraz realiów brytyjskiego więzienia opisany w „One Day Of My Life”, skrawki dziennika i kilka wierszy. Wśród nich „Smutna piosenka dla Susan”. Może nie wybitny, ale szczególny bo skreślony na tekturze z pudełka po papierosach i ofiarowany przyjacielowi pierwszego dnia głodówki. Tu w moim ułomnym przekładzie:

„Przez okno w dół spoglądam, ulica tonie w mroku

Twej twarzy wypatruję, rozpoznam szept twych kroków

Tam w dole wiać poczyna i pewnie pachnie deszczem

A jednak to tęsknota przedziwne budzi dreszcze

 

Ma pamięć wciąż powraca do chwil gdy byłaś blisko

By w mroźną noc zimową przed chłodem mnie osłonić

Gdzie zwykliśmy wędrować powraca nade wszystko

Przez nieba pełne złota, wiosenną zieleń błoni

 

Odeszłaś, odeszłaś, lecz wciąż żyje wspomnieniem”

Irlandia to wyspa poetów. Jak zauważa Grzegorz Swoboda w swej książce „Dublin 1916” poświęconej Powstaniu Wielkanocnemu prawie każdy irlandzki rebeliant pisał wiersze. By wspomnieć powieszonego w 1803 roku przywódcy dublińskiego zrywu Roberta Emmeta, przywódców Powstania Wielkianocnego – Patricka Pearse, Josepha Plunketta i Thomasa MacDonagh, ukochaną przez feministki hrabinę Konstancję Markiewiczową czy twórcę IRA Michaela Collinsa. Nie byli to, jakby chcieli tego pragmatycy dyletanci czy nieuleczalni romantycy zwodzący swą pieśnią maluczkich. Splatając słowa po prostu podnosili wzrok nieco wyżej niż inni.

Pamiętacie zdanie wypowiedziane przez Stanisława Pigonia do Kazimierza Wyki na wieść o zaangażowaniu się Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w konspirację: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”. Słowa trawestowane po latach na wszelkie sposoby przez realistów tak, by kwestionować wojenne wybory Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Leona Stroińskiego czy Andrzeja Trzebińskiego, czy ich dowódców. Trawestowane by kazać się tłumaczyć ze szczerości żywota, z tego, że kreślone wersy nie były li tylko stylistyczną figurą, zapisem chwilowych uniesień czy egzaltacji.

Kończę swoją opowieść. Z czarno-białego zdjęcia spogląda bezsilna kobieta z dalekiego kraju. Rosjanie zajęli Krym.  Świat niezmiennie śle wyrazy zaniepokojenia. W wieczornych wiadomościach wyważony prezenter przestrzega, że jeśli sytuacja na Ukrainie się nie unormuje zdrożeje benzyna. Kto wie może i bułki…